niedziela, 4 stycznia 2015

5. I Wonder





Ashton

Kiedyś się przez tą laskę wykończę. Nienawidzę, gdy to robi! Zawsze się wkurza, gdy jej czegoś nie mówię, co w sumie mogę zrozumieć, bo się o mnie martwi, ale dziś sytuacja jest zupełnie inna. Nie chcę jej ranić przez ten popieprzony zakład.
Dlaczego ludzie są aż tak pojebani? Co z jest nie tak z dzieciakami ze szkoły? Co jest nie tak z moimi kumplami z drużyny i tymi posranymi cheerleaderkami!? Co do cholery im się nie podoba w mojej relacji z Marianną!? Czy to jest na tyle dziwne, żeby od razu zmuszać nas do takich posunięć, aby udowodnić, że łączy nas tylko przyjaźń? To chore, że mam zrobić królową balu z największego paszczura w szkole! A jakby tego było mało ten skończony idiota David wpadł na arcygenialny pomysł w jaki sposób mam zacząć rozmowę z Mellody, który jest całkowicie beznadziejny! Nie mogę zrobić tego Mary, nie jestem takim skurwielem, nigdy taki dla niej nie będę. Ona jako jedyna akceptuje mnie takim jakim jestem, nie chcę psuć naszego powiązania przez głupie pomysły oszołoma, który ledwo zdaje do następnych klas.
-To twoja wina, cieciu – warknąłem i odsunąłem z hukiem tacę, która dzięki Max nie spadła na podłogę. Dzięki Martin sprzątaczki będą miały mniej do roboty skoro nie muszą zbierać frytek z podłogi, które mało co i by się tam znalazły.
-Stary, ale ten pomysł jest genialny – a ty jesteś popierdolony! Boże, z kim ja żyję na tym porąbanym świecie?
Czasem dopada mnie stan kontemplacji nad życiem oraz jego sensem. Jakby na to czasem spojrzeć z innej perspektywy to po co w ogóle żyjemy? Przecież i tak umrzemy. Można powiedzieć, że zataczamy koło – rodząc się nie mamy nic, jesteśmy bezbronni, a gdy umieramy – jest tak samo. Czy to chociaż na pewno ma jakiś konkretny cel? Po śmierci nasi bliscy będą o nas pamiętać, ale za trzydzieści lat nikt nie będzie wiedział kim był Ashton Irwin czy chociażby Marianna Wesley. To wszystko jest bez sensu. Bez sensu są moje kłótnie i sprzeczki z Wesley, bo czuję się po nich jak gówno, mam ochotę rzucić się pod samochód. Nie wiem dlaczego tak się dzieję, ale od czasu do czasu miewam myśli samobójcze zwłaszcza, gdy ją zranię, a poczucie winy nie daje mi normalnie funkcjonować – mam ochotę zrobić sobie krzywdę, chcę tylko przestać czuć się jak szmata. Chcę znów śmiać, wygłupiać, przytulać i całować się z moją najlepszą przyjaciółką.
-Jaki pomysł? – zapytała cichutko Max, a ja miałem ochotę sobie przypierdolić. Jeszcze one zaczynają… Zaraz strzelą focha i pójdą na lekcję, a między nami będą te ciche dni. Mówiłem to wiele razy, ale powiem jeszcze raz i będę powtarzał tyle ile razy będę miał ochotę: To wszystko jest pojebane!
-Nie ważne, idę pogadać z kujonką – westchnąłem i wstałem biorąc tacę. Z czerwonym plastikiem w dłoniach ruszyłem w kierunku okienka, gdzie je zwracano. Podałem pani Grace przedmiot, na którym wciąż były: nienapoczęta sałatka Mary, nasze soki, jabłko, moje frytki i nadgryziony cheeseburger.   
-Nie smakowało wam? – kobieta zmarszczyła brwi i odłożyła tackę na biały blat. –Stało się coś, Ashton? – wzruszyłem ramionami ze smutną miną. Wszystko było w porządku po za tym, że kolejny raz ranię mojego aniołka i zachowuję się jak ciota. Tak, wszystko grało.
-Nie miałem apetytu – mruknąłem. Nie jestem taki jak Wesley, która w tej chwili próbowała wysilić się na uśmiech, żeby wcisnąć jej ściemę o swoim jakże wyśmienitym samopoczuciu, nie miałem w zwyczaju oszukiwać ludzi – wolałem, żeby widzieli w jakim stanie psychicznym się znajduję oraz jak bardzo jestem pokrzywdzony przez los.
-A Marianna?
-Ona… - okay, przyznaję zaskoczyła mnie tym pytaniem, ale zaraz coś wymyślę i będzie dobrze. –Mary miała zebranie samorządu – kobieta jedynie przytaknęła, a później posłała mi pokrzepiający uśmiech, który ani trochę nie spełnił swojej funkcji. Czułem się źle, żałośnie i jak sierota. Miałem nadzieję, że chociaż na muzyce zajmę czymś myśli, a wszystko co było związane z Mary skutecznie wypadnie mi z głowy.
Wolnym krokiem szedłem w kierunku sali. W uszach miałem słuchawki, a włosy zasłaniały mi widoczność, ponieważ moja głowa była opuszczona, a wzrok skupiałem na butach. Muzyka Green Day działała na mnie uspokajająco, ale nadal nie wyperswadowała mi owej blondynki z myśli – byłem wstanie wyluzować, ale nadal wiedziałem na czym stoję i zastanawiałem się co powinienem w tej sytuacji zrobić.
Nagle się z kimś zderzyłem, ale na całe szczęście nie wywaliłem się na środku korytarza i uniknąłem zostania pośmiewiskiem w oczach rówieśników oraz reszty szkolnej hołoty. Niestety nie można powiedzieć tego o tej drugiej osobie, której podeszwy butów w tej chwili oglądałem. Zdjąłem słuchawki, które zawisły na szyi i odgarnąłem włosy, aby zobaczyć kto ma takie nieszczęście.
Na gumolicie leżała niska czerwono włosa dziewczyna, którą doskonale znałem – to z nią musiałem odpowiadać przy tablicy na historii, to ona była przyczyną tego zamieszania w moim życiu, to ona miała być tegoroczną królową balu, moim osobistym utrapieniem oraz kłopotem. Przekląłem w duchu swoje szczęście tego dnia, a potem wystawiłem rękę w jej kierunku. Brązowe tęczówki dokładnie mi się przyjrzały, a potem niepewnie umieściła swoją drobną dłoń na mojej. Ścisnąłem lekko jej kończynę i pociągnąłem ustawiając do pionu, a potem schylając się po książki, które upuściła. Bez słowa podałem jej podręczniki oraz torbę, podczas gdy Cook nadal nie mogła się na mnie napatrzeć. Rozumiem, że jestem boski, przystojny oraz w ogóle naj, ale takie gwałcenie wzrokiem powinno być karalne więzieniem… Albo lepiej nie, bo wsadziliby mnie na dożywocie za przyglądanie się Mary.
-Hahahahaha – korytarz wypełnił się salwami przeróżnych śmiechów i chichotów. Sam nie wiem co we mnie wstąpiło w tym momencie, ale poziom mojej złości wzrósł do maksimum, a eksplozja była nieunikniona.
-Co was tak do kurwy bawi?! – wydarłem się tak głośno, na ile pozwalały mi siły płuc. Cholera, przecież każdemu z tych ludzi mogło przydarzyć się to samo co jej, co w tym śmiesznego?
-Przecież… Hahaha… Ta kujonka… Hahahaha… No przecież się wywaliła! – zaniósł się jeszcze większym śmiechem jakiś pierwszak.
-Zaraz ci przypierdolę, szczeniaku – wycedziłem przez zaciśnięte zęby, ale on się tym zbytnio nie przejął. Zacisnąłem dłonie w pięści i podszedłem do niego. Złapałem go za kołnierzyk koszulki, a następnie przycisnąłem z całej siły do szafki. Po holu rozbrzmiał charakterystyczny huk, a uczniowie zaprzestali rozmów, teraz gapili się na scenę, w której właśnie się znalazłem. –Dalej chce ci się cieszyć mordę? – warknąłem, ale ten gówniarz nie zareagował. Stał przede mną niczym sparaliżowany. Bał się mnie, a z tych skrajnych emocji zaczął się pocić, o czym świadczyły małe połyskujące kropelki na jego czole. –No dawaj! Pośmiej się jeszcze ze mnie! Powiedz mi, że chodzę jak ciota – parsknąłem kpiącym śmiechem. –Że jestem cholernym palantem, albo wyzwij mnie od jebanych kalek, bo to żałosne, że kapitan nie potrafi się skupić na tak prostej czynności jak chodzenie!
-J- j- a- ja- a- a nie … Nie… Ja nie… Nie chciałem… - koleś zaczął się gubić we własnych wypowiedziach. Był tak skołowany, że gdyby ktoś w tej chwili zapytał go o to jak się nazywa z pewnością by nie odpowiedział, a gdyby nawet to zrobił zapewniam, że przekręciłby lub podałby nie swoje.
-Co, już nie jesteś taki odważny?! Jak to możliwe, żeby dzieciak, który jest kotem w naszej drużynie był taką ciotą?! Wyjaśnij mi to, bo jestem tak popierdolony, że nie rozumiem! – kiedy nie udzielił mi wypowiedzi, zdenerwowałem się jeszcze bardziej. Jego słabość była żałosna zupełnie jak on sam. Gardzę takimi ludźmi. –No gadaj kurwa! – moja pięść uderzyła zaledwie kilka milimetrów od jego głowy w stalową szafkę. Nastolatek podskoczył ze strachu, który teraz zawładnął nim całym. –Jesteś… - już miałem mu nawtykać jak bardzo jego zachowanie jest daremne, ale coś mi przerwało… Raczej ktoś.
Czyjaś malutka dłoń znalazła się na moim barku, a ja jeszcze nigdy nie byłem w swoi życiu tak bardzo szczęśliwy. Pierwszy raz w życiu przełknęła swoją dumę i zrobiła pierwszy krok. Z lekkim uśmiechem puściłem tego szczyla, który szybko uciekł. Powoli odwróciłem się do tyłu, ale to było największe rozczarowanie, jakie przecież mogłem przewidzieć.
Mary nigdy nie wychodzi z inicjatywą, to ja muszę przepraszać. Zawsze jestem tym słabszym i muszę jej ulegać. Znowu muszę wspinać się po tym cholernym drzewie na balkon, a potem przepraszać. To czasem robi się monotonne. Nie wierzę, że ona tak sprytnie mną manipuluje.
Znów spojrzałem w jej brązowe oczy, w których była odrobina strachu. Dziewczyna widząc mój rozczarowany i wściekły wzrok spuściła głowę, którą kilka sekund później uniosłem za brodę, aby znów zerknąć w jej w oczy.
-Przepraszam, że na ciebie wpadłem. Powinienem bardziej uważać – wypaliłem niczym formułkę, nadal utrzymując z nią kontakt wzrokowy. –Miałem zły dzień, Mellody.
-T- ty wiesz jak mam na imię? – uniosła brwi, czym mnie rozbawiła. Może to głupie, ale tak drobnym szczegółem sprawiła mi radość.
-No pewnie – wzruszyłem ramionami. –Jesteś najmądrzejszą dziewczyną w szkole.
-Jestem kujonką – prychnęła.
-Ja tak nie uważam – dotknąłem jej lica kciukiem oraz palcem wskazującym, które szybko zabrałem. –Miałaś rzęskę – pokazałem jej mały włosek, który znajdował się jeszcze chwilę temu na jej zaróżowionym policzku.
-Dzięki – spuściła głowę. –Muszę już iść – chciała odejść, ale złapałem ją za nadgarstek czym uniemożliwiłem jej ucieczkę. Zdumiona spojrzała na mnie, a ja standardowo tylko się uśmiechnąłem. Czemu nie miałbym tego wykorzystać? W najgorszym przypadku jej nie zaliczę, ale na pewno zrobię z niej lepszą królową balu, niż Mary króla z tego blondaska.
-Chodź ze mną dziś do kina.
-To jest zły pomysł – pokręciła głową chcąc mnie bardziej utwierdzić w swojej racji, ale to było bezcelowe. Ja zawsze dostaję to czego chcę.
-Dlaczego? – parsknąłem kpiącym śmiechem. –To będzie taka randka w ramach rekompensaty – wzruszyłem ramionami dalej szczerząc się do niej. Boże, zaraz dostanę skurczu twarzy – jeśli to w ogóle możliwe. Czy to jest możliwe?
-A twoja dziewczyna? – dziewczyna? Ja nie mam dziewczyny. Cook widząc moje zmarszczone brwi jedynie westchnęła i odgarnęła włosy do tyłu. –Marianna?
-Oh, Mary… - cóż, sam fakt, że właśnie się na mnie obraziła stawiał mnie w sytuacji, którą mogłem wykorzystać. Też byłem na nią zły, a ten stan usprawiedliwi te kłamstwo, które powiedziałem moment później. Ona zawsze i na zawsze będzie dla mnie ważna – nic i nikt tego nie zmieni:
-Ona jest dla mnie nikim – powiedziałem bez cienia uczucia. –Podaj mi numer telefonu i adres – wcisnąłem jej w dłonie mój gówniany telefon, zaraz po tym jak zrobiłem jej zdjęcie. Ognistowłosa z lekką obawą wpisała szereg cyferek, a następnie oddała mi moją własność. –Napiszę ci, o której przyjadę – puściłem jej oczko, a potem najzwyczajniej w świecie odszedłem. Byłem już spóźniony na lekcję, która zaczęła się pięć minut temu.
Wszedłem do klasy i grzecznie przeprosiłem panią Gonzales za swoje spóźnienie. Lubiłem jej zajęcia, bo były naprawdę zajebiste – można było wyluzować i pograć na instrumentach. Może szkoła nie miała jakiś drogich instrumentów, ale wystarczył mi fakt, że mogłem usiąść za perkusją i zacząć grać na niej za pomocą pałeczek – to mnie uspokajało.
-Jak już mówiłam wcześniej – popatrzyła na mnie z irytacją, na co posłałem jej uroczy uśmiech, który miał ją udobruchać. –Dziś będziemy mieli lekcję teoretyczną, przeanalizujemy wszystkie ikony muzyki zaczynając od popu, przez rock, R&B, rap, hip hop, jazz i całą resztę.
-By to szlag – mruknąłem pod nosem, kładąc głowę na blat ławki. Dlaczego wszystko dzisiaj idzie nie po mojej myśli? Czym do cholery zawiniłem?
~***~
Siedziałem na murawie i regulowałem oddech, od czasu do czasu uzupełniając płyny, które wypociłem dobre pięć minut temu znów biegając dookoła tego cholernego boiska.
Chyba zrezygnuję z gry, coraz mniej jara mnie fakt, że przypadła mi życiu rola tego całego kapitana. Zastanawia mnie czasem, jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie miał bogatych starych, był brzydki, a moje zainteresowania nie odbiegałyby daleko od biblioteki szkolnej oraz publicznej. Byłbym totalną sierotą, nie miałbym przyjaciół, a laski nie pchałby się do mojego łóżka…
-Stary – zmroziłem wzrokiem przyjaciela, który uderzył mnie z pięści w ramię. –Słyszałem o akcji na korytarzu… -uniosłem na niego brwi. Naprawdę chce mi teraz prawić kazania i wytykać błędy, które sam wiele razy popełnił, gdy jakiś frajer podwalał się do jego dupeczki? –Przez ciebie ta sierota nie przyszła i nie mamy się z kogo nabijać – wszyscy zaczęli się śmiać, oprócz mnie. –Co jest? – Calum po raz drugi dał mi przyjacielskiego kuksańca.
-Powiem ci później – mulat jedynie przytaknął. Za to go lubiłem – nie próbował na siłę dociekać prawdy, jak pewna siedemnastoletnia blondynka, która sięga mi jedynie do klatki piersiowej. Boże, jak Mary działa mi czasem na nerwy!
-Gówniarze, wracać do pracy! – zawodnicy podnieśli się z trawy i zebrali się wokół trenera.
-Dobra, gadaj – zarządził Clifford, który został przy mnie zupełnie jak Hoodie.
-Idę dziś do kina z Cook…
-No i to rozumiem! Stary Irwie wrócił – przybili sobie żółwika i cieszyli się jak małolaty, które dostały wymarzony telefon od starych na urodziny lub święta. Którego dalej nie mam!
Nie chodziło tutaj o fakt, że nie jestem szczęśliwy, iż cieszą się moim prowadzeniem w zakładzie z Wesley. Znów wróciłem do punktu wyjścia, a sedno moich problemów znów miało metr sześćdziesiąt urody oraz cech podłej egoistycznej manipulantki.
-Co wiąże się, również z Marianną, bo jestem zmęczony ciągłym przepraszaniem – odchyliłem się do tyłu, a moje spocone plecy zetknęły się z zielonym gruntem. Wypuściłem głośno powietrze ustami i założyłem ręce za głowę. Mógłbym tak leżeć w nieskończoność, naprawdę, tylko brakowało mi… Jasna cholera, czy zawsze muszę o niej myśleć?!
-Olej ją, niech teraz nasz mały rudzielec się pomęczy – prychnął Mikey, a ja miałem ochotę go uderzyć.
-Ona jest blondynką – warknąłem. –To miodowy blond, a nie rudy, kretynie.
-I o tym właśnie mówię, zachowujesz się jak jej psiapsiółka. Jesteś trzecią koleżanką Mary łącznie z Max i Jas – wytykał mi Caluś. Jezu Chryste, jeszcze tego mi brakowało, żeby ten idiota prawił mi morale i otwierał oczy na sprawy ważne, których sam nie potrafię dostrzec.
-Czemu jej nie powiedziałeś, że chcesz żeby Mellody dawała ci korki?
-Mike, serio o to zapytałeś?! – zapytał z wyrzutem Cal, za co byłem mu naprawdę wdzięczny. Przez Hooda nie muszę znów drzeć mordy i oszczędzę ślinę na inną okazję.
-Ona by mnie za to wykastrowała, Mikey – podniosłem się i podparłem rękoma z tyłu. –Mary od zawsze pomagała mi w nauce, a kiedy chciałem załatwić kogoś innego, bo widziałem, że nie daje już rady i jest przemęczona, powiedziała, że zrobi wszystko, żeby…  - nadal nie potrafię uwierzyć, że mimo trzynastu lat użyła takich słów.
Kiedy byłem czternastolatkiem często przeklinałem, a z racji tego, że Marianna przebywała cały czas w moim towarzystwie podłapywała niektóre słówka, ale nigdy nie przeklinała, aż do tamtego dnia i naszej kolejnej kłótni.  
-Powiedziała, że zapierdoli każdego, kto zgodzi się pomóc Ashowi nadrobić materiał – dokończył Calum.
-A wy na co czekacie, gówniarze!? Ruszać gówniane dupy i dołączyć do tej gównianej gry! – niechętnie podnieśliśmy nasze zacne tyłki i truchtem podbiegliśmy do reszty drużyny.
Nie daleko nas Wesley ćwiczyła ze swoim składem układy, które miały prezentować na meczu, a później na tym całym konkursie. Wyglądała seksownie w tych krótkich spodenkach, ale zdecydowanie wolałem gdy ubierała się w spódniczki, pod które mogłem wkładać bezkarnie ręce oraz ściskać za jej idealny tyłeczek kiedy tylko naszła mnie ochota.
-Irwie, uważaj! – przekręciłem głowę, aby zobaczyć skrzywioną gębę Hooda, ale w ułamku sekundy wylądowałem na ziemi.
-Ałła – jęknąłem podnosząc się i pocierając odcinek lędźwiowy, który bolał niemiłosiernie.
-Stary, żyjesz? – zaraz obok znaleźli się moi przyjaciele, którzy pomogli mi wstać.
-Tsa, jasne – mruknąłem obolały, kiedy stanąłem na równych nogach. –Ja po prostu… Zagapiłem się – nie wiem dlaczego, ale spojrzałem w jej kierunku. Mary była przerażona. Wiedziałem, że chciała podbiec, ale była zbyt pyszna na taki krok, a jedyne na co mogła się w tej chwili zdobyć było zatrzymanie w pół kroku. –Zrobię to Cal – mój rówieśnik zmarszczył zmieszany brwi. –Poproszę Cook o korki – na jego ustach pojawił się uśmiech cwaniaczka, a potem zadowolony z mojego posunięcia poklepał mnie po plecach. –Nie przeproszę jej.
-To mój chłopak! – wydarł się na całe gardło, wywołując tym samym zdziwienie na twarzach Fehlera oraz reszty tej bandy oszołomów.
-Ludzie, bądźcie tolerancyjni! – jęknąłem z udawanym wyrzutem. –Cashton to…
-To początek naszej miłości, a wy ranicie nasze dopiero co rodzące się uczucia – pociągnął nosem Hood, który chwilę później przytulił się do mnie i zaczął udawać płacz. Swoją drogą wychodziło mu to bardzo realistycznie.
-No już, gówniarzu – mimo wszystko w głosie Bobby’ go dało się wyczuć współczucie. –Nie rycz, nikt cię nie ocenia – złapał za jego ramię i odciągnął ode mnie. Hood otarł czerwone oczy… Ten palant, na serio się popłakał?! Klepnąłem go w brzuch, żądając tym samym wyjaśnień jego zachowania. Czy on naprawdę myśli, że moglibyśmy być gejami? Przecież wymyśliłem tego całego Cashtona na poczekaniu, dla żartów.  
-Nie wierzę, że upadłem tak nisko. Straciłem Max na rzecz ciebie – zatrząsł się lekko z obrzydzenia, w czym mu zawtórowałem. Miał rację, sam fakt, że mogłoby mnie łączyć z Calem coś więcej niż braterska więź przyprawia mnie o gęsią skórkę. Boże, nawet nie wyobrażasz sobie jak się cieszę, że jestem hetero, nawet w najgorszych koszmarach nie chciałbym być w związku z Hoodem, gdybym był gejem. Sama myśl przyprawia mnie o wymioty oraz ból głowy.
Po treningu poszedłem pod prysznic, żeby się umyć, bo byłem cały z potu przez co lepiłem się gorzej niż lep na muchy. Ubrałem się i wyszedłem na hol, ponieważ miałem nadzieję złapać jeszcze gdzieś Cook. Chciałem się jeszcze trochę zabawić jej kosztem. Wiem, że brzmię teraz jak rasowa świnia, ale to wszystko jest winą Marianny oraz jej humorków – a może ona po prostu ma okres i hormony jej buzują?
Mellody rozmawiała w najlepsze z tym całym blondaskiem Wesley, kiedy wspomniana siedemnastolatka podeszła w tym swoim skąpym stroju do nich.
-Luke, pójdziesz dziś ze mną na pizzę? – czy ona to robi specjalnie? Celowo zaprasza go na obiad, ponieważ widziała, że chcę podejść i zagadać. Miała pecha, ponieważ nie speszyłem się, a mój plan dalej był w trakcie realizacji.
-Cześć, Mel – cmoknąłem czerwonowłosą dziewczynę w policzek, na co od razu jej policzki zalały się purpurą. –Przyjdę o ósmej – blondynka zmarszczyła brwi, a na jej ślicznej buźce pojawił się grymas oraz lekka złość.
-Okay – mruknęła, spuszczając głowę pod wpływem morderczego spojrzenia Mary. Jezu, nie umiem jej rozpracować. Dziś było inaczej, a brudne gierki Wesley mające na celu całkowite zamieszanie mi w głowie nie były w stu procentach skuteczne. Sama doprowadziła mnie do takiego stadium, w którym sam biłem się z własnymi myślami – pragnąłem jej w tej chwili najbardziej na świecie, a z drugiej strony nienawidziłem.
-Oh, siemasz Mary – prychnąłem z uśmieszkiem cwaniaczka, przy okazji unosząc brwi. Chciałem zabawić się jej kosztem, tak jak ona moim. Miałem ochotę na zabawę na jej uczuciach, a teraz był mój czas i nawet Marianna nie była w stanie zabrać mi tej przyjemności. –Nie zauważyłem cie.
-Tsa – parsknęła kpiąco. –Na pewno – złożyła usta w dziobek i pokiwała pionowo głową. –Jesteś żałosny.
-Ty też, dlatego się przyjaźnimy – wzruszyłem ramionami.
-Nonsens, przyjaźnisz się ze mną, bo zależy ci tylko na seksie – smutna spuściła głowę zupełnie jak Mellody kilka minut temu. –Tylko dlatego mnie lubisz.
-Idź się zbadać, Mary! – złapałem za jej barki i lekko potrząsnąłem. –Brałaś coś? – zapytałem po chwili unosząc jej powiekę do góry. Jej oczy były szklane, a źrenice były delikatnie powiększone. –Znowu paliłaś – stwierdziłem. Zawsze, gdy brała do ust to świństwo jej rogówki były większe niż zazwyczaj. Nienawidziłem, kiedy truła się tym cholerstwem. –Calum przy tym był? – przysięgam, że jeśli on załatwił jej fajki to go załatwię i nawet ściema, że jesteśmy gejami nie uratuje go. Zostanie pozbawiony życia przez swojego kochanka.
-Odpieprz się – powiedziała bardzo wolno utrzymując ze mną kontakt wzrokowy. –To moja sprawa, czy palę oraz z kim palę. Dla jasności, Caluś nie miał z tym nic wspólnego. Luke, idziesz? – złapała go pod ramię i uśmiechnęła się w ten swój wyćwiczony sposób. Udawała słodką i niewinną, a tak naprawdę była bezwzględną kocicą, która w łóżku była niczym ryba w wodzie. Blondyn jedynie przytaknął, a następnie ruszyli w kierunku wyjścia.
-Ej, aniołku nie kręć seksownym tyłeczkiem, bo mi staje! – wrzasnąłem przez śmiech, a ona? Jak to Mary, uniosła lewą rękę do góry i pokazała mi środkowy palec, na co zaśmiałem się kręcąc głową na boki.
-Ash, kochanie! – zakryłem twarz dłonią. Błagam, tylko nie on. –Zdradzasz mnie z tą kujonką? –Hood oparł łokieć o moje ramię, a ja szybko go strąciłem.
-Nie mów tak o niej, pajacu i skończ rozpowiadać ludziom, że jesteśmy gejami – mruknąłem zażenowany. Powtórzę jeszcze raz: Nie jestem homoseksualistą. Jestem całkowicie hetero, miałem w swoim łóżku setki lasek, które nie zawsze były młodsze ode mnie, nigdy w życiu nie zainteresowałbym się facetem w celach seksualnych – ograniczam się tylko i wyłącznie do przyjaźni lub nienawiści w zależności od ich zachowania względem mnie oraz Marianny.
-Mój słodki, głupiutki i biedny Ash – złożył usta w dzióbek i cmokał kręcąc głową na boki. W tej chwili miałem ochotę podejść do najbliższej ściany oraz zacząć w nią uderzać głową, ponieważ samo przebywanie w towarzystwie Caluma nieźle ryło mi mózg.
-Biedny?!- oburzyłem się. Nie jestem biedakiem, mam dużo pieniędzy i nie kryję się z tym, że mój ojciec tak jak i matka są dobrze zarabiającymi jak i również wysoko postawionymi ludźmi. –Mam dużo zer na koncie – wypiąłem dumny klatkę, czekając na dalszy rozwój tej jakże błahej dyskusji, która miała jedynie na celu wyprowadzenie mnie z równowagi.
-Złość piękności szkodzi, skarbie – wymruczał, a moje oczy otworzyły się na szerokość centa. Jezu przenajświętszy, co ten dzieciak ćpał?! –Wiesz, że z brzydalami się nie umawiam – skrzyżował ręce na torsie i przestąpił z nogi na nogę.
-Caluś – westchnąłem, powoli zaczynając tracić chęci, ochotę oraz cierpliwość do rozmowy z tym idiotą. –Powtórzę jeszcze raz, dlatego wysil mózgownicę, aby to pojąć, okay? – zacząłem bardzo wolno, aby ten imbecyl wszystko dokładnie pojął oraz zachował w swoim malutkim mózgu na więcej niż jedną pieprzoną sekundę. –Nie jesteśmy homo. Kochasz Max, a ja idę na randkę z Mellody, rozumiesz?
-No pewnie, że rozumiem! Za kogo mnie masz?! Myślisz, że nie wiem o twoich zdradach?! Najpierw te zdziry z naszej klasy, potem Mary, a teraz ona – wskazał na Cook, która wyglądała na nieobecną. Zapewne czuła się jakbyśmy wciągnęli ją do innego wymiaru, z którego jej ucieczka była znikoma.
-Hood, nie mam ochoty na twoje gierki typu „Max mnie zostawiła, bo zaliczyłem zdzirę, a teraz udaję pedała, bo muszę mieć jakąś zabawę do póki nie wymyślę jak ją odzyskać!”. Badaj się, kretynie!- wrzasnąłem, a potem odwróciłem się do niego plecami. –Podwieźć cię do domu?
-Nie, przejdę się- szybko ruszyła w kierunku wyjścia.
-Ciota – uderzyłem lekko w jego klatę. –Już ją miałem, ale musiałeś się przypałętać i wyskoczyć z tą tanią ściemą, którą wcisnęliśmy gościom z drużyny – warknąłem.
-Wyluzuj, przecież ta kujonka tego nie łyknęła, każdy wie, że przelecisz wszystko co się rusza, ale faceta nie tkniesz – zarzucił ramię na moje barki i prowadził w kierunku wyjścia. Na parkingu czekał już na nas Clifford razem ze swoją laską. –Czyli idziemy do ciebie, słoneczko – skrzywiłem się nie tylko na to przesłodzone określenie mojej osoby, ale również przez uszczypnięcie jego paluchów mojego policzka. –I pogramy – zamachał mi pudełkiem nowej gry, którą załatwił jego ojciec jako że jest właścicielem największej firmy produkującej gry komputerowe, na konsole i różne inne. To dzięki niemu Cal miał wszystkie gry dostępne jakieś trzy miesiące przed premierą – w świetle naszego prawa testowaliśmy sprzęt bez wiedzy Rogera, a czasem bywało, że sam nas o to prosił, czyli nasza praca była legalna.
-Ja odpadam – uniósł dłoń Mikey. –Idziemy z Jas, Mary i Luke’ m na pizzę, a potem do kina.
-Że co kurwa!? – wrzasnąłem na całe gardło, co wywołało ich niezrozumiałe wyrazy twarzy. –Mike pilnuj jej, żeby ten cieć się do niej nie dobierał – wycedziłem przez zaciśnięte zęby mierząc palcem w tors przyjaciela.
-Too chodź z nami – wzruszył ramionami, a ja wziąłem głęboki oczyszczający, a zarazem uspokajający oddech.
-Mam randkę, nie mogę – mruknąłem, wsuwając dłonie do kieszeni.
-Ty masz randkę?!- zdziwiła się Jasmine, na co jedynie wywróciłem oczami. To głupie… - Myślałam, że Ashton Irwin nie chodzi na randki, tylko od razu zabiera laski do sypialni.
-Odpuść sobie Hogan, nie mam ochoty na dyskusje – wycedziłem przez zaciśnięte zęby. –Cal, wsiadaj i jedziemy – według mojego polecenia zajął miejsce pasażera, a pierwszą czynnością jaką wykonał po zamknięciu drzwi było włączenie radia. Usiadłem za kierownicą i uruchomiłem silnik, odjeżdżając z piskiem opon.
Może zabrzmię teraz jak totalny frajer, ale nigdy nie byłem na prawdziwej randce. Fakt, wychodziłem z laskami do kina, ale przeważnie urywaliśmy się na połowie filmu do kibla, gdzie się zabawialiśmy lub robiliśmy to w sali kinowej w ostatnim rzędzie. To nie były prawdziwe randki, ponieważ te wyglądają zupełnie inaczej – powinienem punktualnie odebrać dziewczynę (zawsze się spóźniam), porozmawiać z jej ojcem o godzinie powrotu (przeważnie czekam w samochodzie, żeby uniknąć takich konferencji), otwierać przed nią drzwi (tego też nie robię), a jedyną rzeczą, do której mógłbym się posunąć powinien być buziak na pożegnanie. O! I powinienem trzymać dziewczynę za rękę, a nie rękę w jej majtkach.
Zatrzymałem moje lambo na podjeździe domu, a potem na równi z przyjacielem weszliśmy do budynku. Już po przekroczeniu progu dało się wyczuć, że mama robiła kurczaka, dlatego zdjęliśmy buty i niemalże pobiegliśmy do kuchni. Przy stole siedziała już Elena oraz Tony, którzy streszczali rodzicielce swój dzień.
-Cześć mamo – cmoknąłem ją standardowo w policzek. –Caluś zje dzisiaj z nami – blondynka przytaknęła, a później podała nam talerze, z którymi usiedliśmy i zaczęliśmy konsumować.
-A wam chłopcy, jak dziś poszło w szkole? Jak trening?
-Ten kretyn, powiedział wszystkim, że jesteśmy razem – widząc, że kobieta zmarszczyła brwi, tylko westchnąłem. –Powiedział, że jesteśmy homo – pomieszczenie wypełnił ten idiotyczny śmiech Eleny, którego nienawidziłem. Śmiała się jak jakaś nawiedzona ćpunka, albo świruska. Nie, ona się nie śmiała, ona piszczała!
-Hahahahaha, ale z was urocza para, hahahahaha.
-Jesteś idiotką, El. Hoodie idziemy do piwnicy, gdzie ludzie są bardziej tolerancyjni – na równi wstaliśmy i przenieśliśmy się do garażu. Usiedliśmy w kącie, gdzie znajdował się telewizor plazmowy z podłączoną konsolą, przed którymi stała czarna skórzana sofa. Hoodie włożył dysk do odtwarzacza, a później podał mi kontroler i usiadł obok mnie. Zapowiadało się ciekawe popołudnie.
~***~
Wziąłem głęboki oddech, a następnie uniosłem dłoń na wysokość dzwonka do drzwi, który wcisnąłem. Cofnąłem się na dwa kroki w tył i czekałem na otwarcie drzwi średniej wielkości beżowego domu. Po niespełna trzech minutach brązowy prostokąt się uchylił, a stanęła w nich czerwonowłosa… Ślicznotka.
Mellody miała na sobie czarną sukienkę do kolan w drobne kwiatuszki oraz tenisówki. Włosy opadały jej na ramiona oraz piersi, które teraz były nieco bardziej widoczne, ponieważ przeważnie chodzi w luźnych koszulkach. Pominę fakt, że miała na sobie te paskudne okulary oraz lekko się garbiła…
-Część, piękna – uśmiechnąłem się, a ona znów zawstydzona spuściła głowę. –Gotowa? – przytaknęła, dlatego złapałem za jej nadgarstek, a następnie zaprowadziłem do samochodu, którego drzwi przed nią otworzyłem jak na dżentelmena przystało. Usiadłem na swoim fotelu i uruchomiłem silnik. Jechałem normalnie, ale po minie mojej towarzyszki stwierdziłem, że jadę zbyt szybko mimo, że na liczniku miałem jedyne sto dwadzieścia kilometrów na godzinę.
Po piętnastu minutach zatrzymałem się naprzeciwko kina. Szybko wysiadłem i obeszłam lamborghini, aby znów otworzyć jej drzwi, a gdy wysiadła zamknąłem auto. Splotłem nasze palce razem oraz prowadziłem w środka. Stanęliśmy w kolejce, która dość szybko się przesuwała.
-Irwin – odwróciłem się, ale kilka sekund później pożałowałem tego. Przede mną stał mój odwieczny rywal Jake razem ze swoją dziesięcioletnią siostrą. –Nowa zdobycz? – kiwnął w kierunku Mellody. –Wiesz, że jak cię zaliczy to zostawi i wróci do swojej przyjaciółeczki?
-Odpieprz się – warknąłem, ponieważ sam widok tego idioty uaktywniał we mnie instynkt mordercy. –Marianna to tylko przyjaciółka.
-W takim razie muszę do niej zadzwonić i umówić się na szybki numerek jak ty z moją laską.
-Stary, rozumiem, że chowasz do mnie urazę, ale Mary nie jest taka głupia, żeby wskoczyć ci do łóżka.
-Serio?- uniósł brwi, a ja swoje zmarszczyłem. Co ten palant kombinuje? –Wiesz…  Dziwne, bo ostatnio leciałem z nią w ślinkę na imprezie u Ryana, pamiętasz go? To mój kumpel z drużyny.
-Ona by tego nie zrobiła – wycedziłem przez zaciśnięte zęby. –Nie z tobą – pokiwałem przecząco głową. –Zresztą Mary by mi tego nie zrobiła.
-Serio? – zapierdolę go kiedyś za to jego serio? To takie wkurwiające, że aż śmieszne. –Ty zaliczyłeś jej rywalkę, a ona całowała się ze mną. Dostrzegasz zależność?
-Odjebaj się, chodź Mel – pociągnąłem Cook do kasy, a potem zakupiłem bilety na pierwszy lepszy film, następnie wyposażyłem nas w popcorn oraz dwie duże cole, które zakupiliśmy w kasie.
Dzięki znajomej miałem załatwione miejsca na samej górze, ponieważ wcześniej dałem znać Kelly, aby mi je zaklepała. Nie musieliśmy długo czekać na rozpoczęcie seansu, ponieważ po niecałych pięciu minutach światła zgasły, a na ekranie pojawiły się pierwsze obrazy. Szlag, ta zdzira załatwiła mi miejsca na bajkę! Mści się na mnie, bo tylko ją zaliczyłem, a ona była przekonana, że się zmieniłem. Naiwniaczka.
-Sory, nie wiedziałem, że to film animowany – mruknąłem zażenowany do ucha Mellody.
-Nie szkodzi, lubię bajki – posłała mi lekki uśmiech, a ja zacząłem utwierdzać się w przekonaniu, że przebywanie z nią wyjdzie mi na dobre, że dzięki niej chociaż trochę zmężnieję, bo przez Mary zbabiałem. Też wolę bajki od tych ckliwych komedii romantycznych.
Już po pierwszej minucie stwierdziłem, że film jest nudny i powinienem znaleźć sobie jakąś rozrywkę, jeśli nie chcę zasnąć. Zacząłem rozglądać się po sali, a kiedy dostrzegłem tego idiotę razem z małą… Karą  byłem przeszczęśliwy. Zanurzyłem dłoń w kubełku z popcornem, a później zacząłem rzucać pojedyncze ziarna kukurydzy w Jake’ a, który irytował się coraz bardziej, aż do chwili kiedy odwrócił się i ujrzał mnie zadowolonego oraz machającego do niego. Na takiej zabawie zleciało mi całe wyjście do kina.
                ~***~
Wysiadłem z samochody, który obiegłem i otworzyłem Mellody drzwi oraz pomogłem jej wysiąść. Kulturalnie odprowadziłem ją pod drzwi, a kiedy miała już wejść ośrodka – zatrzymałem ją. Chcę zakończyć tą randkę tak jak każdy facet w filmie. Przyjechałem po nią, zabrałem do kina, na kolację, a teraz pora na buziaka.
Złapałem ją za dłoń, którą gładziłem kciukiem cały czas patrząc jej w oczy oraz lekko się uśmiechając. Udając tego łobuza, który jest tylko dla niej potulny jak baranek, co oczywiście było kłamstwem.
-Jeszcze raz przepraszam, że zabrałem cie na bajkę i za to, że musiałaś słuchać tego kretyna Jake’ a – przeczesałem dłonią włosy i zagryzłem delikatnie dolną wargę – wiedziałem, że to na pewno zadziała, jak na każdą.
-Nie szkodzi, ale powiedz po co to robisz? – co!? Ja pierdolę następna, która bawi się w agentkę służb specjalnych… Eh, chyba zacznę oglądać te pieprzone CBS.
-Bo widzisz… Ja… Ja chciałem zapytać, czy nie mogłabyś mnie pouczyć do egzaminów – mruknąłem ze spuszczoną głową. Boże, jakie to poniżające.
-To dopiero za cztery miesiące.
-Ja wiem, ale inaczej wylecę z drużyny jak nie będę miał czwórek – cholerne zasady, chociaż w sumie to byłoby rozwiązanie wszystkich moich problemów… Zero stresu, presji… -Mellody, to dla mnie bardzo ważne, ja…
-Ashton, pomogę ci – uśmiechnęła się leciutko, a później założyła włosy za prawe ucho. Mary zakłada za lewe.
-Dzięki, odwdzięczę się za to – szybko musnąłem jej policzek. –Do jutra – ruszyłem w stronę lambo, a później z piskiem opon odjechałem do domu.
Po piętnastu minutach wreszcie położyłem się w łóżku i wpatrywałem się w sufit. Zastanawiałem się co powinienem tak właściwie zrobić. Czy powinienem pójść do Mary, a może olać to i zacząć zachowywać się jak dupek? Marianna chociaż raz powinna mnie przeprosić, a nie zachowywać się jak rozkapryszona księżniczka, której wszyscy ulegają, po za tym ona również nie była szczera względem mnie – całowała Jake’ a na imprezie Ryana, na którą nie zostałem zaproszony. Dopiero o dziesiątej doszedłem do wniosku, że nie będę jako jedyny walczył o naszą przyjaźń i dziś nie odwiedzę jej. Pierwszy raz chcę się wyspać. Ostatnią czynnością jaką wykonałem przed zdjęciem spodni, koszulki oraz pójściem spać było napisanie SMSa… Do Cook. 
_________________________________________________
Rozdział 5 - jest! 
W sumie go lubię - jest Calum ♥ jest wszystko xdd 
Od teraz zaczną się komplikacje, ale na to będziecie musieli poczekać jeszcze trochę ;p

Jak niektórzy z was zdążyli zauważyć zmienił się szablon - ten obecny bardzo mi się podoba, dlatego jeszcze raz dziękuję


 

9 komentarzy:

  1. Calum jest genialny <3
    Cóż, domyślam się, że już teraz nie będzie tak kolorowo między Ashtonem, a Mary. A ja ich shippuję! Bardzo :(
    Szablon przecudny *-*
    Weeeeny kochana ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. No nieźle nieźle =D kolejny Twój blog których kocham, czy Ty musisz tak dobrze pisać???

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No więc tak kochana teraz muszę ci napisać bardzo motywujący komentarz abyś mi dodała next'cika ♥
    Zacznijmy może od mojej ulubionej sceny w tym rozdziale :
    "-Hahahahaha – korytarz wypełnił się salwami przeróżnych śmiechów i chichotów. Sam nie wiem co we mnie wstąpiło w tym momencie, ale poziom mojej złości wzrósł do maksimum, a eksplozja była nieunikniona.
    -Co was tak do kurwy bawi?! – wydarłem się tak głośno, na ile pozwalały mi siły płuc. Cholera, przecież każdemu z tych ludzi mogło przydarzyć się to samo co jej, co w tym śmiesznego?
    -Przecież… Hahaha… Ta kujonka… Hahahaha… No przecież się wywaliła! – zaniósł się jeszcze większym śmiechem jakiś pierwszak.
    -Zaraz ci przypierdolę, szczeniaku – wycedziłem przez zaciśnięte zęby, ale on się tym zbytnio nie przejął. Zacisnąłem dłonie w pięści i podszedłem do niego. Złapałem go za kołnierzyk koszulki, a następnie przycisnąłem z całej siły do szafki " to jest mega mega mega zajebiste ♥ Nie wiem czemu się tak jaram ... ale się jaram i to bardzoo . Ashton taki wkurwiony OMG (szczerze to czekałam aż tak porządnie przyjebie temu dzieciakowi , no ale się nie doczekałam xD ) Kocham wkurwionego Irwin'a ♥
    Następnie ta Mellody , znowu nie wiem dlaczego ale lubię tą bohaterkę , szerio ☻ Wydaje się całkiem fajna mimo powierzchniowości Kujonki Xx.
    Przejdźmy do "Cashton" , to mnie rozpierdoliło . Szczerzyłam się do ekranu jak głupia O.o
    Kocham twoje teksty typu "Ej, aniołku nie kręć seksownym tyłeczkiem, bo mi staje! " albo "Ona by mnie za to wykastrowała" po prostu LOVE LOVE LOVE YOU ♥
    Pozostaje mi jeszcze ocena relacji pomiędzy Mary a Irwin'em .
    I teraz proszę mi się tu spowiadać WHY ? Dlaczego tak jest ... a było tak pięknie , musiałaś ich skłócić (zdaję sobie sprawę z tego że będzie jeszcze gorzej ale no ! ) *cry* :c
    Dlaczego on do niej nie poszedł ?! Irwin noo depie !!! Uhhh ... ! :C
    Myślę że skończymy na tym ten dupny komentarz . Na następny mam czekać aż do niedzieli ? TY MYŚLISZ ŻE JA WYTRZYMAM ? *O*
    Szybko mi dodawaj next'cika i dużo weny skarbie ♥
    PS : ( Ile ci zajmuje pisanie tak DŁUGAŚNEGO rozdziału ) ? O.O :O ♥
    PS2: Sry za słownictwo ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Heej, nominowałam Cię do Liebster Award, więcej informacji pod moim postem http://sickmeanswar-bydajmond.blogspot.com/2015/01/liebster-award.html :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie powiem, ale się narobiło. Uwielbiam w tej części Caluma - chłopak rozwalił mnie na łopatki tymi swoimi tekstami i zachowaniem. Jestem ciekawa, jak poszło Mary z Lukiem. Choć muszę przyznać, że uwaga, że Ash jest trzecią przyjaciółką Mary był całkiem trafny - choć wcześniej nie zwróciłam na to uwagi. Czekam na kolejną część. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarz = motywacja