niedziela, 3 maja 2015

21. American Oxygen






Jas

Po wyjściu ze szpitala pojechałam od razu do Michaela. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie przez głupie korki.
Czułam się źle z tym co chcę zrobić, ale nie mogłam prosić go, aby zrezygnował z marzeń, bo zaciążyłam. To nie fair w stosunku do mojego chłopaka.
Mike zrobił dla mnie naprawdę wiele… Zawsze stawiał mnie na pierwszym miejscu. Rezygnował z wyjazdu z Ashtonem i Calumem w Alpy, ponieważ byłam chora. Mieli wówczas pierwszy raz zagrać tam koncert w ośrodku wypoczynkowym, który należy do ojca Irwina, ale nie mogli tego zrobić bez gitarzysty. Już raz zniszczyłam ich szansę przez grypę, a teraz nie miałam w planach tego powtarzać wiadomością, że spodziewam się dziecka. Clifford zasługuje na kogoś lepszego. Kogoś… Kto będzie go wspierał w dążeniu i urzeczywistnianiu snów, a nie niszczeniu ich. Ja po prostu chcę dla niego jak najlepiej. Chcę, żeby był szczęśliwy i jeśli mój wyjazd pomoże mu w spełnieniu jego największego pragnienia, jestem gotowa usunąć się w cień.
Zaparkowałam pod pokaźną willą, a później wysiadłam i poszłam w stronę wejścia. Kulturalnie zadzwoniłam dzwonkiem, a otworzył mi brat Michaela – Greg.
-Cześć, Jas – na powitanie mnie przytulił, a ja wymusiłam uśmiech.
-Heej – mruknęłam, kiedy się odsunął.
Lubiłam Grega. Był dla mnie przyjacielem, który doradzał w ważnych sprawach, kiedy Calum nie miał do tego głowy, ponieważ był zajęty Max, a z Ashem na takie tematy nie rozmawiałam. Jednakże tym razem nikt nie mógł mi pomóc, ponieważ nikt tego nie rozumiał. Byłam skazana na siebie, a decyzja, którą podjęłam kilka tygodni temu wydawała się jedynym wyjściem… Nawet jeśli oznaczała rozstanie.
-Mikey u siebie?
-Wyszedł, powiedział, że do godziny powinien wrócić.
-Oh – wyrwało mi się.
-Dobrze się czujesz, Jasmine? Źle wyglądasz – oznajmił dokładnie mi się przypatrując.
Byłam zawiedziona, bo myślałam, że zastanę mojego chłopaka w domu i spędzę z nim jak najwięcej czasu przed wyjazdem… Dokąd poszedł? Nie rozumiem…
-Ja… - szybko zamrugałam, kręcąc głową na boki. Chciałam się otrząsnąć. Pokazać Gregowi, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Chciałam mu wcisnąć tą tanią ściemę. –Po prostu chce mi się pić – kolejny raz sztuczny uśmiech pojawił się na moich ustach.
-Okay, to chodź do kuchni. Zrobię ci herbaty – młody mężczyzna objął mnie ramieniem i prowadził w stronę jadalni, która była połączona z kuchnią. –Siadaj – rozkazał, a ja potulnie jak biała owieczka wspięłam się na wysokie krzesło barowe.
Greg stał do mnie odwrócony tyłem i przygotowywał dla nas obojga napoje. Dokładnie mu się przyglądałam.
Znacznie różnił się od Michaela. Był spokojniejszy, nie zmieniał co chwila kolorów włosów, a koszulki z wizerunkiem zespołów, które słuchał nie wchodziły w grę, nawet jeśli wybierał się na koncert. Greg był przystojny, to fakt, ale był nikim w porównaniu do mojego chłopaka. To znaczy tak, studiował prawo i był najlepszy na roku, ale Mike skradł moje serce.
-Proszę – postawił przede mną kubek z misiem, który Michael kupił specjalnie z myślą o mnie. –Mam do ciebie sprawę, Jas – zmarszczyłam brwi.
No, okay byliśmy przyjaciółmi, ale mam nadzieję, że nie będzie mnie wypytywał o moje dziwaczne zachowanie, które ostatnio cały czas mi wypomina. Nie zniosę więcej przesłuchań. To cholery, jestem dziewczyną jego brata, a nie kryminalistką podejrzaną o zabójstwo! To dom, a nie budynek sądu czy sala rozpraw!
-O-okay – zająknęłam. –Wal śmiało – dodałam pewniej, chcąc brzmieć jak najbardziej naturalnie.
-Znasz Nicole? – zmarszczyłam brwi. Znam dużo dziewczyn o imieniu Nicole.
-Którą? Nikki z trzeciej D? Nikki z równoległej? Nicole Adams z kina, która cały czas o ciebie pyta? Nicole Parker dziewczynę, która ostatnio oblała cie kawą? Nicole od lodów? Nikki –Miki? Czy…?
-Cholera, Jas! – wrzasnął poirytowany. –Wiem, że znasz cholernie dużo lasek o tym imieniu, ale tym razem chodzi o jedną… - wywrócił oczami. –Nikki, która jest siostrą waszego nowego kumpla Luke’ a.
-Zabujałeś się w… - wyszczerzyłam na niego oczy. –Skąd ją w ogóle znasz, Greg? – splotłam palce, nadal nie spuszczając z niego wzroku.
-Studiuje na tym samym uniwerku, tylko że medycynę i… -podrapał się zakłopotany w kark. –Tak jakby, uderzyłem ją drzwiami?
-Co zrobiłeś? – zszokowana uniosłam na niego brwi. –Zaraz, chwila… Czy ty nie spotykasz się z Leną?
-Jest tak samo szurnięta jak Max – wywrócił oczami. –Od trzech miesięcy nie jesteśmy razem…
-Tylko, że one się przyjaźnią – student głośno wypuścił powietrze ustami, odchylając głowę do tyłu, prawdopodobnie nie wierząc w to co usłyszał. –To znaczy, tak twierdzi Luke, mówił też, że… - w porę ugryzłam się w język.
-Co mówił? –spuściłam głowę przy okazji zagryzając dolną wargę. –Jas, musisz mi powiedzieć! – pochylając się nad blatem, starszy brat Mike’ a złapał za moje barki i delikatnie potrząsnął.
-Okay! – zawołałam. –Powiem, ale obiecaj, że nie wykorzystasz tego – uniósł brew.
-Jasmin, jestem na prawie- westchnął. –Ta cała gadka: Wszystko co powiesz może zostać wykorzystane przeciwko tobie… Jest prawdziwa, dlatego gadaj zaraz o czym mówił Hemmings – zakryłam prawą dłonią twarz na kilka sekund, a następnie przeczesałam nią włosy głośno wypuszczając powietrze ustami.
Czy to dziwne, że lubię go i nienawidzę jednocześnie?
-Lena wskoczyła mu do łóżka – zasłoniłam usta przełykają ślinę.
-Co?! – wrzasnął przez śmiech. –A to ci dopiero zdzira, przecież ona ma dwadzieścia jeden lat, a on jest w waszym wieku – nadal śmiał się jak nienormalny, a mnie zaczynało to już przerażać. –A mówiła, że nie lubi gówniarzy – Boże, Michael, gdzie, do cholery jesteś?! –Będzie zabawa, gdy będę podrywał Nikki na jej oczach – mruknął prawdopodobnie sam do siebie, ale na jego nieszczęście usłyszałam. Nie miałam w planach prawić mu kazać, że to zachowanie nie jest odpowiednie do faceta, który za dwa lata będzie jednym z najlepszych prawników w calusieńkich Stanach, jak nie na świecie…
-Spędzasz za dużo czasu z Irwinem – pokręciłam głową na boki z niedowierzania. –W gwoli ścisłości, mam na myśli te psychiczne gierki i szantaże – ze zmarszczonym nosem przytaknęłam.
Nagle po domu rozniósł się krzyk Mike’ a, który mnie nawoływał. Zsunęłam się z krzesła, dziękują w duchu, że wreszcie się pojawił.
-Heej, mała – przytulił mnie od razu po przekroczeniu progu kuchni oraz cmoknął w czubek głowy. Kochałam, gdy to robił. –Mam coś dla ciebie – oznajmił, wręczając mi czarne pudełeczko. –Otwórz – według zaleceń uniosłam wieko, a moim oczom ukazały się dwie połówki serca, na których wygrawerowane były nasze imiona. –To piękne, Mike – stwierdziłam, tym razem ze szczerym uśmiechem pełnym zachwytu. –Dla ciebie jest ta – podał mi tą, na której wyryte było Michael.- A ta jest moja – zabrał drugą z napisem Jasmine i wpiął ją do kluczy z samochodu. –Kocham cie, mała – powiedział patrząc mi w oczy oraz gładząc mój policzek. O nie…
-Kocham cie, Mikey – zagryzłam dolą wargę, starając się nie rozpłakać, po czym oparłam czoło o jego bark.
-Chodź, mam ten nowy horror – obejmując mnie ramieniem, zaprowadził do piwnicy, gdzie mieściło się jego królestwo. –Zrobię popcorn, a ty kładź się do łóżka – według polecenia zrobiłam to, jednak wcześniej szybko cmoknęłam go w usta.
Łóżko… A właściwie to łoże było naprawdę wygodne i w zupełności mogłoby pomieścić jeszcze z trzy osoby. Uwielbiałam tutaj leżeć razem z Cliffordem, bo czułam się jak księżniczka… Jak za starych dobrych czasów, gdy mieliśmy po osiem lat i odrywaliśmy całą piątką sceny z bajek Disneya. To było urocze, kiedy Ashton udawał, że cholernie uwielbia tą zabawę tylko po to, żeby nie zasmucać Mary. Najbardziej komiczne było to jak marudził, kiedy Marianna zasnęła. Zawsze byłam Śpiącą Królewną, natomiast Wesley – Arielką, bo kiedy miała siedem lat była naprawdę małomówna. Chciałabym się cofnąć w ten beztroski czas…
-Mam wszystko – oznajmił z uśmiechem kładąc się obok mnie.
Siedzieliśmy w ciemności, oparci o ramę królewskiego łóżka wtuleni w siebie i oglądaliśmy jakiś horror. Nie wiem o co w nim chodziło. Nie znałam tytułu. Nie obchodziło mnie to! Liczyło się tylko to, że spędzam ostatnie chwile przed wyjazdem z moim chłopakiem.
~***~
Równo o trzeciej trzydzieści rano zapakowałam torbę do bagażnika mojego porsche i pojechałam na lotnisko, aby odebrać moją siostrę.
Uwielbiałam nocne przejażdżki po Los Angeles, kiedy na drodze nie było żywej duszy. Miasto Aniołów, które nigdy nie śpi teraz było pogrążone we śnie. Całe tępo, które – nie oszukujmy się trwa cały czas, bo jeśli chodzi o centrum L.A. to naprawdę to miasto nigdy nie zwalnia – toczyło się w naszej dzielnicy… Wszyscy byli pogrążeni w śnie… Amerykańskim śnie.
Zaparkowałam przy budynku lotniska, do którego po zamknięciu samochodu weszłam, ciągnąc za sobą małą walizkę na kółkach. W środku na krzesłach, ławkach siedziało paręnaście osób, który łatwo dało by się zliczyć, ale nie miałam teraz do tego głowy. Jedni drzemali, drudzy czytali gazety, a inni bawili się telefonami.
Na recepcji siedziały dwie kobiety. Jedna była blondynką, która przysypiała, a jej koleżanka – również w jasnych włosach – podpierała policzek na prawej dłoni i wlepiała spojrzenie w monitor komputera.
-Jasmine! – dotarł do mnie bardzo wyraźny dźwięk głosy mojej bliźniaczki, którą ostatnim razem widziałam podczas świąt, które spędzaliśmy w Anglii.
Nie minęła nawet minuta, a już trwałyśmy w niedźwiedzim uścisku płacząc, że wreszcie znowu się widzimy. Nigdy nie lubiłyśmy się rozstawać. Zawsze wylewałyśmy potoki łez, bo zawsze byłyśmy razem, a takie spotkania na chwilę nie za bardzo nam się podobały.
-Tak się cieszę, że cie widzę, Care – mruknęłam wtulając nos w jej szyję.
-Nie płacz, Jassy – cmoknęła mmmmmm mnie w policzek. –Chodź, usiądziemy w tej kawiarni i porozmawiamy – wskazała na opustoszały lokal, gdzie młody mężczyzna również był bliski snu.
Weszłyśmy do środka, a Caroline zamówiła dla nas dwie gorące czekolady oraz francuskie croissanty, za które również zapłaciła. Mimo, iż w środku nikogo nie było po za nami dwiema i chłopakiem za kasą, wybrałyśmy najbardziej oddalony stolik w kącie.
-Mów co to za ważna sprawa – zachęciła mnie uśmiechem moja młodsza siostra. –Coś nie tak z rodzicami? – zapytała zaniepokojona, na co wywróciłam oczami. Jak zawsze zakłada najgorsze.
-Care, uspokój się – mruknęłam, bawiąc się białym kubkiem, w którym pływały dwie pianki marshmallows. –Chodzi o mnie i Michaela – oczy mojej bliźniaczki otworzyły się jeszcze szerzej.
-Zerwaliście?
-Nie, przestań – westchnęłam lekko poirytowana. –Dlaczego ciągle myślisz, że stało się coś złego?
-Może dlatego, że sama powiedziałaś, że stało się coś złego?!- zawołała zdenerwowana. –Mów, co było tak ważne?
-Jestem w ciąży – Care niekontrolowanie pisnęła, wybudzając tym samym pracownika kawiarni ze snu.
-To wspaniałe wieści! Michael pewnie się cieszy – spuściłam głowę. –Nie powiedziałaś mu?! – potrząsnęłam nią na boki, nadal skutecznie unikając spojrzenia Hogan. –Jasmine – warknęła.
-Zamieńmy się.
-Całkowicie postradałaś zmysły – stwierdziła pewnym siebie tonem, który teraz przypominał głos mamy, która zareagowała tak samo, gdy chciałam sobie zrobić kolczyk w pępku.
-Przecież od chwili, kiedy wysłali cie do internatu w wieku dziewięciu lat chciałaś wrócić, bo miałaś dość mieszkania u ciotki. Teraz masz szansę.
-Za niedługo zdaję egzaminy końcowe, jak ty to sobie wyobrażasz?! Składam papiery na Oxford i…
-A ja na Harvard i Yale! To też prestiżowe uczelnie! Boże, Care… - westchnęłam z braku sił i cierpliwości do osoby mojej siostry. –Mają szansę na karierę muzyczną, a ja nie mogę mu tego spieprzyć. Po prostu udawaj mnie, chłopcy się nie zorientują, a Mary ci pomoże.
-A co jeśli twojemu chłopakowi zachce się seksu, huh? – zapytała dumnie krzyżując ramiona na piersi myśląc, że ma nade mną przewagę.
-Po prostu to zrób – spuściłam głowę. –Ale zabezpieczaj się – warknęłam. –Wszystko czego pragnę to, żeby Michael był szczęśliwy i spełnił swoje marzenia, bo zasługuje na to jak nikt inny, Care – jęknęłam błagalnie. –Zrób to dla mnie, jesteś mi to winna po Jack’ u – mulatka wywróciła oczami.
-Okay – mruknęła niezadowolona. –Ale jeśli jeszcze raz wspomnisz o tym czubku…
-Rozumiem – uśmiechnęłam się szeroko. –Kocham…
-Daruj sobie – zatrzymała mnie gestem ręki, robiąc tą swoją nadąsaną minę, którą miała po babci. –Mów, co powinnam wiedzieć.
-Najważniejsze jest chyba to, że Ashton, Calum, Mary i Max wiedzą – przytaknęła. –Irwin chce się wygadać, więc w razie czego idź w zaparte, że nie wiesz o czym mówi – skinęła głową, nadal uważnie mnie słuchając. –Do naszej paczki dołączył nowy koleś. Luke jest blondynem o błękitnych oczach, który udaje przed wszystkimi, że jest z Mary, ale tak naprawdę kręci z Brook – oczy Caroline się zaświeciły.
-Co u niej? – dopytywała. Kiedyś były najlepszymi przyjaciółkami.
-Świetnie, ale to teraz nie jest ważne – machnęłam dłonią. –Mary i Ashton założyli się. On ma zrobić królową balu z Mellody Cook…
-Tej pastereczki? – zapytała z obrzydzeniem, ale to tylko dlatego, że kiedy byliśmy młodsi Care przyłapała ją na dłubaniu w nosie i od tej pory nazywa ją Pastereczką. –Ble – skrzywiła się.
-A Marianna króla z Luke’ a. Generalnie chodzi o to, że się kochają, ale wypierają się tego.
-Jak zawsze – Care pokiwała głową z niedowierzania. –Nadal za sobą sypiają?
-Nie, mają przerwę.
-Dobra, nieważne… Mów co u Hooda – zaklaskała uradowana w dłonie.
Od czasu przedszkola Caroline nie opuszczała Caluma na krok. Cały czas o nim mówiła, a my z Marianną śpiewałyśmy, że się w nim zakochała. Strasznie się denerwowała, ale później przychodził Hoodie i ją łaskotał mówiąc, żeby nas nie słuchała, bo jesteśmy głupie.
-Zerwał z Max… - w brązowych tęczówkach mojej bliźniaczki pojawiły się iskierki, które niestety musiałam zgasić. –Ale ugania się teraz za Allison.
-Uh, to dobrze, że zerwał z tą idiotką – odetchnęła z ulgą. –Nienawidzę jej.
-Twoja kolej, co powinnam wiedzieć?
-Nigdy nie jedz ciasta, które przynosi sąsiadka babci, zawsze znajduję tam jej rude kudły – wzdrygnęła się. –Powinnaś zerwać z Zackiem, bo to straszny palant…
-Znowu to samo? – warknęłam. –Co jest trudnego w powiedzeniu facetowi, żeby spadał, Care?!
-Wiesz, że mam słabość do brązowych oczu – ja swoimi w tej chwili wywróciłam. To już czwarty raz, kiedy muszę zrywać z chłopakiem w jej imieniu. –Moja przyjaciółka wie, że się zamieniamy, więc spoko. Ma na imię Willow, ale mów Will, nie znosi swojego pełnego imienia. Łatwo ją rozpoznasz, bo ma czerwone włosy i przeważnie chodzi w dresach – przytaknęłam. –To wszystko – wzruszyła ramionami. –A teraz chcę wiedzieć, na jaki kierunek się wybierasz?
-Raczej psychologia, a ty?
-Prawo, albo dziennikarstwo. Jeszcze nie wiem, możliwe, że zrobię dwa kierunki na raz – przytaknęłam.
Rozmawiałyśmy jeszcze długo. Przerwał nam dopiero sygnał, że pasażerowie lotu numer 205 do Londynu są proszeni do odprawy. Przytuliłam mocno Caroline i ucałowałam w policzek, a potem wręczyłam jej kluczyki do porsche, po czym udałam się w stronę kolejki.
Po trzydziestominutowej odprawie siedziałam wygodnie w samolocie w biznes klasie popijając sok pomarańczowy.
-Tak będzie dla nas najlepiej – szepnęłam dotykając brzucha. –Twój tatuś będzie szczęśliwy… 
______________________________
Uwielbiam ten rozdział i Jasmine. Jest taka urocza...
Rozdział jest chyba lepszy od poprzedniego - czuję to, bo z piosenką Rihanny jest według mnie idealny, ale ostateczny osąd należy do was. Nie pozwalajcie wpadać mi w samozachwyt... xdd
Niezmiernie dziękuję wam za komentarze, wejścia oraz głosy oddane w sądzie i ankiecie ♥
Miłej niedzieli, miśki ;** 

13 komentarzy:

  1. Śliczny rozdział, a zwłaszcza to poświęcenie Jasmine. Ostatnia linijka tekstu jest śliczna♥
    Coś czuję, ze ta zamiana będzie bardzo ciekawa :)
    Czekam na następną część...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojeej jednak to zrobiła... Ej co na to ich rodzina cała, co oni będą myśleć że to Caroline jest w ciąży? xD Czekam teraz niecierpliwie na moment kiedy to się wyda. Bo musi prędzej czy później przecież. Rozdział jest wspaniały, chociaż jak dla mnie smutny. Jakoś mi tak przykro w sumie, że mu nie powiedziała i chce za wszelką cenę dla niego dobrze i jednocześnie sama sobie dać rade z dzieckiem. Myślę, że Mike będzie zawiedziony trochę kiedy się dowie.
    P.S. Czemu tak dużo czasu jest między niedzielami? xD Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziały a tu trzeba czekać cały tydzień :(
    Pozdrawiam! xx
    @Little_Sinner13

    OdpowiedzUsuń
  3. Osobiscie wole rozdzialy z Marianna. :ccc

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham to i czekam na kolejny /Luna Bloom

    OdpowiedzUsuń
  5. zdecydowanie nie popieram Jas, że jednak zrobiła to, co zrobiła. Przecież Mikey na pewno się skapnie, ze jego dziewczyna nagle hop-siup i inny ma charakter. Eh, no trudno, tylko Michaela szkoda :(
    cudny rozdział, skarbie. <3

    OdpowiedzUsuń
  6. O shit... Jas co Ty robisz ze swoim życiem lasia... Biedna jest, bo tak się poświęca...
    Ale powinna powiedzieć Mike'owi.
    Już nie mogę się doczekać akcji z Caroline. Już ją uwielbiam, a że mam słabość do tego imienia to już w ogóle ^^
    Pozdrawiam i życzę weny
    Caroline xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Pogubilam się. Co w końcu chce zrobić Jas? Wiem że ta zamiana i wgl ale po co? Chce usunąć dziecko?

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział taki smutny. Mimo wszystko mam jeszcze jakaś taka cicha nadzieję, że jednak sie nie podmienią i Jas powie wszystko Mike'owi. Pozdrawiam i życzę weny kochana,
    @alikalk xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej, hej, hej!
    Trafiłam na Twojego bloga przypadkowo, ponieważ szukałam jakiś nowych historii xd Na początku miałam wątpliwości czy to czytać (nie dlatego, że blog mi się nie podobał, bo zrobił na mnie ogromnie wrażenie, ale dlatego, że musiałabym nadrobić 21 rozdziałów xD), ale teraz wcale nie żałuję, że zaczęłam czytać to CUDO ponieważ totalnie się zakochałam w tym blogu *.*
    To jest jedna z najlepszych historii jakie czytałam! Ten blog jest po prostu FENOMENALNY ♥ (A czytam bardzo dużo blogów i ten zdecydowanie góruje na liście ulubionych!)
    Kobieto masz OGROMNY talent (którego Ci cholernie zazdroszczę xD) i powiem szczerze, że to opowiadanie widziałabym nawet w formie książki :) (Myślałaś kiedyś nad wydaniem swojej własnej? Byłoby świetnie! :D)
    Każdy rozdział czytałam z zapartym tchem i ogromną ciekawością! Przy ANI JEDNYM rozdziale mi się nie nudziło! Wszystkie były strasznie ciekawe i po prostu podziwiam Cię za to, że z każdym nowym rozdziałem potrafisz tak bardzo zainteresować czytelnika :)
    I wiesz co? Na początku obawiałam się nadrobieniem tych 21 rozdziałów, ale teraz żałuję, że było ich tylko tyle, bo muszę czekać aby przeczytać kolejne cudo xD

    Nawiązując do rozdziału....
    Co ona wyprawia?! To jest zdecydowanie zły pomysł! On nie wypali! (Może i na początku wyjdzie, ale z czasem się pewnie wszystko wyda.... oby)
    Ona powinna zostać i z nim porozmawiać. On ją kocha i na pewno zrozumie! Niech nie wyjeżdża... ONA NIE MOŻE TEGO ZROBIĆ!

    Okej uspokoiłam się.
    Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału! *.*
    Pozdrawiam i życzę duuuuużo weny ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh i zapomniałam napisać, że oczywiście dodaję Twój blog do obserwowanych! :D

      Usuń
  10. Nie wierzę, że jednak to zrobiła - miałam nadzieję, że Mary jakimś cudem wybije jej ten pomysł z głowy. Mogę się założyć, że prędzej czy później to się wyda. Uuu ale fajnie by było gdyby jej siostra spiknęła się z Calumem :D Szkoda mi Michaela, jest naprawdę super dla swojej dziewczyny, a ona wykręca mu taki numer. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. cudowny rozdział :D juz sie nie moge doczekac next . micheal pozna care tak czuje :D

    OdpowiedzUsuń

Komentarz = motywacja